Udostępnij
FacebookTwitterGoogle+Podziel się

Hanna Pasterny

hanna pasterny zdjęcie

Hanna Pasterny „Wyzwania biorę w ciemno”
nie widzi od urodzenia. Podróżniczka, autorka trzech książek o podróżowaniu z białą laską, konsultantka ds. osób z niepełnosprawnością w Stowarzyszeniu CRIS. Mieszka w Jastrzębiu, pracuje w Rybniku, prowadzi prelekcje i konsultacje w całej Polsce, podróżuje po świecie.

logo superbohater

 

S: Mieszkasz w Jastrzębiu, pracujesz w Rybniku. Codziennie dojeżdżasz do pracy komunikacją miejską. Ta droga to swoisty tor przeszkód. Jak sobie radzisz?

H: Przystanek autobusowy jest blisko mojego bloku. Zazwyczaj dojście na niego nie sprawia mi problemu, chyba że na wąskim chodniku stoją samochody. Na przystanku pytam o numery podjeżdżających autobusów. Jeśli nie ma ludzi, pytanie zadaję do środka, licząc na odpowiedź kierowcy lub jakiegoś pasażera. Trzeba działać szybko, by nie przegapić swojego autobusu. Jest to trudne wówczas, gdy podjeżdża kilka autobusów naraz. Od roku w większości jastrzębskich autobusów są zapowiadane przystanki. To duże ułatwienie nie tylko dla osób niewidomych. Niestety nadal zdarza się, że komunikaty są wyłączone, mocno ściszone lub zagłuszane przez radio, którego kierowca nie włącza w swojej kabinie, lecz we wszystkich głośnikach. Gdy jest tłok, trudno się dopchać do kierowcy, by poprosić o włączenie zapowiedzi. Jeśli nie działają, wysyłam e-mail do MZK. Obserwuję powolną poprawę w tej dziedzinie. W Rybniku dojście z przystanku do biura jest dość łatwe. Muszę jednak uważać, szczególnie na początku, bo kawałek idę ścieżką rowerową, by skręcić z żywopłotem i znaleźć przejście dla pieszych. Dwa razy przechodzę przez ulicę. Na szczęście od kilku lat w obu miejscach są udźwiękowione światła. Dojście do pracy staje się dla mnie trudniejsze, gdy jest śnieg zasypujący moje punkty orientacyjne, niezabezpieczone wykopy lub zostanie wyłączone udźwiękowienie świateł.

 

fot. Wojciech Olszanka/Zwierciadło

S: Co sprawia Ci największą trudność?

H: W zeszłym roku w Rybniku zlikwidowano większość barierek i łańcuchów oddzielających chodnik od ulicy. Brak tych punktów orientacyjnych to dla mnie duży problem. W niektórych miejscach, m.in. w pobliżu siedziby koła Polskiego Związku Niewidomych, właśnie dzięki barierce wiedziałam, gdzie jest przejście dla pieszych. Gdy nie ma krawężnika, innej nawierzchni ani żadnego wyraźnego elementu oddzielającego chodnik od jezdni, osoba niewidoma nie ma pewności, czy idzie chodnikiem, czy weszła na jezdnię. PZN i CRIS wielokrotnie zgłaszały ten problem władzom miasta, ale niestety priorytetem nie jest dla nich bezpieczeństwo, lecz estetyka.

S: Jesteś osobą rozpoznawalną. Widoczną w tłumie. Często ludzie chcą Ci „na siłę” pomagać?

H: Zaobserwowałam, że często silną potrzebę pomagania mają panowie pod wpływem alkoholu. Z jednym się poszarpałam, bo koniecznie chciał mnie przeprowadzić przez ulicę, mimo że nie miałam zamiaru przechodzić i tylko mijałam przejście. Nieumiejętne udzielanie pomocy może być niebezpieczne. Raz gdy wysiadałam z pociągu, jedną ręką jak zwykle trzymałam się poręczy, a w drugiej miałam białą laskę. Jakaś kobieta chwyciła mnie za rękę powyżej łokcia, więc laską nie mogłam dosięgnąć peronu i nie wiedziałam, jak duży krok powinnam zrobić. Najlepiej, by ludzie pytali, czy potrzebuję pomocy lub jak mi pomóc. Mam wtedy wybór. Nie mam też problemu z udzielaniem wskazówek przygodnym przewodnikom. Jeśli ktoś mnie łapię, mówię, że to ja się go chwycę i wyjaśniam, jak się chodzi z przewodnikiem. Idąc ulicą, czasami słyszę okrzyk „uważaj”. W takich sytuacjach nigdy nie wiem, co powinnam zrobić: zatrzymać się, uciekać, schylić się, a może jeszcze coś zupełnie innego. Bardzo ważne jest więc, by komunikaty były konkretne. Jeżeli natychmiast powinnam się zatrzymać, a na wyjaśnienia nie ma czasu, słowo „stop” będzie znacznie bardziej skuteczne. O poruszaniu się z białą laską piszę w jednym z rozdziałów mojej ostatniej książki „Moje podróże w ciemno”. Fragmenty moich książek można przeczytać na stronie www.hannapasterny.pl.

S: Udzieliłaś już wielu wywiadów, sporo napisałaś o swoich podróżach, o tym co robisz. Zgodziłaś się zostać jedną z naszych Superbohaterek. Czy jest coś, co szczególnie chciałabyś powiedzieć osobom z niepełnosprawnością?

H: Bardzo ważna jest rehabilitacja, działania na rzecz zwiększenia sprawności i niezależności. Jednak jeśli nie towarzyszy jej akceptacja niepełnosprawności, zafiksowanie się na różnego rodzaju terapiach może być niebezpieczne. Czeka się na cud, nie szuka odpowiednich rozwiązań, a życie ucieka. Ważne jest też stawianie sobie wymagań. Jest to dużo trudniejsze, gdy trzeba się mierzyć z nadopiekuńczym otoczeniem. Jednak warto je sobie stawiać nawet wówczas, gdy nie robią tego nasi bliscy. To procentuje w kontaktach społecznych i ułatwia znalezienie pracy.

Więcej na hannapasterny.pl

Projekt „Superbohaterowie Rybnika” jest współfinansowany ze środków budżetu Miasta Rybnik

Udostępnij